Co jest dla mnie ważniejsze?


Czy ten wymiar całej tej zabawy który dostrzegałem ale nigdy nie doceniłem właściwie? Ruch, natura, ponadprzeciętna możliwość eksplorowania terenu? Dzięki sile, wydolności i treningowi - który jak kiedyś powiedział jeden z moich trenerów (btw. Mistrz Polski na dystansie IM) - trening jest przywilejem.

Czy ciągła niezaspokojona rządzą pchania mocno wykresu w górę, osiągania, jak najszybciej, jak najefektywniej, otoczony sprzętem, danymi i niuansami, ciągle niezadowolony i ciągle zmęczony? Odnalezienie w tym wszystkim, w procesie tej czystej przyjemności i satysfakcji z aktywności i zdrowego życia, to jeden z najważniejszych celów tej "reaktywacji".

Można się załamać, albo dać zdominować tym wykresom i danym, można to analizować, wrzucać w modele, czytać książki i badania, można się tym zająć na pełnej hiperfiksacji ... Można, można.

Można też to wszystko zwyczajnie wyjebać, tak, że Garmin, po 13 latach wspólnej drogi i mielenia miliardów zmiennych, kilkudziesięciu tysiącach wydanych na zegarki, paski, abonamenty, liczniki, mierniki i chuj wie co jeszcze (uchwyty, paski, gumki) -- żegnam, z nadzieją na luźniejsza głowę na cieszenie się treningiem samym w sobie.

 update 01.03.2026 - no jednak nie można, albo inaczej, raczej się nie powinno a jeśli już to nie z opisanych wcześniej powód, ale dlaczego to trochę więcej o tym później.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga