
Trochę zbyt ambitnie, klasycznie, jak zwykle ale jestem dobrej myśli bo zaczynam coś nowego, przemyślanego i tak po prostu zwyczajnie w zgodzie z sobą. Pasuje mi taka forma treningu, krótsza, intensywna, wymagająca ale nie destrukcyjna. Mogę też połączyć to co zawsze lubiłem i lubię najbardziej, bieganie, rower i trening siłowy a gdy przyjdzie czas na deload pewnie zmieści się też pływanie. Gdy nie ma zawieszonej na kółku konkretnej imprezy, nie ma deadline w postaci terminu startu to można się zastanawiać czy jest wystarczająca motywacja aby się docisnąć, a może właśnie o to chodzi żeby nie ugniatać głowy presją w przestrzeniach gdzie robimy, sry robię coś dla siebie. Nie wszędzie musi być eksponowany aspekt osiągania i rywalizowania, aby zmotywować się do intensywnego wysiłku. Położyłem gdzieś na razie na niższej półce te podszepty ego i priorytet dostało zdrowie i w tym kontekście będę działał. Czy to będzie w rezultacie baza do jakiegoś amatorskiego startowania? Nie wiem, to dla mnie pułapka ciągłego mierzenia i podejście nigdy dość i nigdy dobrze ... A tu dzisiaj i solidne przysiady i martwy i interwały na trenażerku... na bieganie interwałów przyjdzie jeszcze czas po okresie adaptacji.
Komentarze
Prześlij komentarz