Update, to będzie jedbak Instagramik i YouTube (syn mnie mocno inspiruje że to dobra fucha jest YouTuber, ale ja mam trochę inną motywację, o tym później.
# Po co mi to znowu
Tak sobie pomyślałem — pod takie poranne zdjęcia z lasu, pod filmiki z treningów — mógłbym odpalić Instagrama. Bez napinania się na lajki, bez budowania jakiegoś wielkiego kanału. Po prostu miejsce, gdzie to ląduje.
Chwilę się nad tym zastanawiałem. Czy to w ogóle ma sens, czy pakowanie się w rozbudowane social media to jest coś, czego teraz potrzebuję. Bo kilka lat temu, przy projekcie Ironman, miałem swój kanał na Facebooku. Publikowałem, spamowałem trochę tymi wszystkimi treningami i aktywnościami. Było spoko. Sprawdziło się — wtedy.
Ale na Facebooka już nie chcę wracać. Nie używam go od dwóch lat i wydaje mi się, że jest mi z tym raczej lepiej niż gorzej. Więc pomyślałem o Instagramie. Ma ten wizualny charakter, pasuje do tego, co bym tam wrzucał: treningi, zdjęcia, może czasem przepis, jak uda się ugotować coś fajnego.
Głębsze przemyślenia i dłuższe teksty zostawiam tutaj, na blogu. Tam, na Instagramie, testowałbym sobie te wszystkie udostępnienia — krótkie, obrazkowe. Tu — to, co wymaga więcej miejsca.
I mogłaby z tego kiedyś zostać pamiątka. Gdyby dzieci chciały zobaczyć, czy stary w wieku pięćdziesięciu lat jeszcze coś ogarnia. Czy był w miarę aktywny i spoko, czy niekoniecznie.
Na pewno nie chcę, żeby to się zsunęło w ekshibicjonizm. Ani w wyścig, ani w chwalenie się wynikami i rezultatami. To zdecydowanie nie jest kierunek, w którym chcę iść.
Więc zobaczę. Może założę sobie taki kanał, chwilę go poprowadzę. Pyknie — spoko. Nie — to nie. Nie zależy mi na łapaniu lajków ani budowaniu zasięgów. Chcę tam coś wrzucać, z jakimś skutkiem dla mnie — mam nadzieję, że pozytywnym. Zresztą, ten cały wymiar zabawy w metryki, interesuje mnie już coraz mniej.