Widok koleżanek z litrowym dzbanem na wodę a'la Kana Galilejska mnie już nie dziwi, do tego kubek na kawę, na zieloną herbatę, i jeszcze litr albo dwa wysoko zmineralizowanej wody. U lekarza czy się Pan nawadnia? Nawet na poczcie są kubki i bidony. Każdy z flachą w ręce ... Kiedy i kto rozpoczął to szaleństwo nie wiem ale wiem że przez te wszystkich psycho fanów picia i sikania za przeproszeniem co 40 minut wydawało mi się że robię coś źle a przecież nie...
To ile?
Każdy ma inne potrzeby ale rzadko kiedy jest to 5 litrów wody dziennie (gdy jest się w miarę zdrowym) i nie biegnie akurat maratonu w dolinie śmierci. Garmin radzi sobie z tymi wyliczeniami całkiem dobrze, dodatkowo uwzględnia w tym ok. 20% wody z posiłków oraz dodaje zapotrzebowanie z treningów i robi to na podstawie parametrów ciała (wzrost, waga, kompozycja gdy mamy właściwy sprzęt) i są to wartości racjonalne. W moim przypadku przy intensywnym dniu średnio 2800 ml niecałe 3 litry i uwaga: wchodzi w to już trening.
Czy nawadnianie oznacza picie tylko wody?
Dziwne, może nie intuicyjne ale woda czasami nie nawadnia najlepiej. Rano, kiedy trenuje na czczo przelatuje w zasadzie w minuty przeze mnie więc wolę coś z bardziej zbliżona do osmotycznoacią do płynów ustrojowych. Nie musi to być izotonik, czy jakieś mieszanki domowe (miody, cytryny sól) - nie musi to być cukier. Zero Elektrolity są teraz w co drugim sklepie i nie trzeba wrzucać w to miliona złotych ale można (np. Enervit jest bardziej pro, Oshee Zero Elektrolity bardziej przystępne). Ogólnie nigdy nie piłem z samego rana wody więc wszystkie te rady o wypiciu jak najszybciej litra są nie dla mnie, nie dam rady. Piję kawę, bidon z elektrolitami na teneingu i to już jest 700ml. Uwaga nawet instrukcja Garmina podaje że kawę wliczamy do bilansu nawodnienia a nie jak mity i Brosciance głoszą, że kawa odwadnia i coś tam wypłukuje, nie wypłukuje.
Później druga kawa, bidon z elektrolitami albo herbata zero i jestem w połowie drogi. Trzecia kawa, mała Muszynianka, piwo zero i koniec. Trzy litry bez noszenia ze sobą cysterny przez cały dzień i histerii z małymi łykami co 5 minut. Warto też ten festiwal nawadniania odpowiednio wcześniej zakończyć. Nerki kończą zmianę ok 17:00 później dość mocno zwalniają i pchanie w obieg większej ilości płynów na wieczór jest mocno obciążające. Picie wody na noc tylko symboliczne aby nie przerywać sobie aby na wizytę w toalecie i wystarczy.
Oczywiście to się wszystko zmienia wraz z pogodą długością treningu i dystansem, tutaj tylko sygnalizuje że nie jest to aż tak skomplikowane zagadnienie żeby się na nim skupiać jak to niestety w obecnemu świecie próbuje się kreować. Na koniec dnia masz pragnienie i o ile nie robisz właśnie Ironmana albo nie jesteś skrajnie odwodniony na Saharze zadziała w porę bez obaw, po prostu będzie Ci się chciało pić we właściwym momencie i nie za późno jak to niektórzy próbują nam wmówić. Zresztą podobnie jest z jedzeniem, po co jeść jak się nie jest głośnym?
Jeszcze raz, jak się jest zdrowym, warunki nie są afrykańskie, Europejczyk może zdać się w 100% na mechanizm pragnienia.
Jak masz ADHD to nie zadziała aż tak dobrze ale kubek, mała mineralna, butelka elektrolitow w widocznym miejscu załatwia sprawę.
Powiadomienia nie działają, jak nie słuchasz pragnienia, jeśli nie słyszysz własnego organizmu to dlaczego miałbyś słyszeć Garmina?
Daj na luz.
Jasnego sikania życzę!