Jeszcze w 2019, a w sumie w 2013 roku, jak zaczynałem wkręcać się w bieganie, a później w triathlon, moim projektem było ukończenie pełnego Ironmana. Ten dystans najzwyczajniej w świecie raczkował wtedy w Polsce, a jedyną imprezą z tym logo była połówka w Gdyni. Całość niewiarygodnie napędzała wyobraźnię i tworzyła klimat czegoś dużego i trudno dostępnego – jakby sam dystans to było za mało.

Teraz, po wielu latach agresywnego rozwoju triathlonu w Polsce, imprez jest więcej niż chętnych i myślę, że podobnie jest z biegami crossowymi i ultra. Tutaj sprawa ma się jednak zupełnie inaczej. Imprezy te rosły w dość hermetycznych środowiskach i od początku były przyzwyczajone do niszowego, spartańskiego charakteru. Ten cały rozmach imprez masowych jest oczywiście obecny na wielkich festiwalach biegowych (również tych polskich), ale szybko wypala się na pierwszych kilometrach, gdzie zostaje już tylko natura, cisza, spokój i własne zmagania.

Po co tutaj wrzucam takie dywagacje? Ogólnie chciałem przyjąć konwencję, w której opisuję nie tylko swoje przygotowania (to jest nudne, choć warto o tym wspomnieć i powtarzać to osobom niezdecydowanym – trening do dłuższych biegów jest nudny...). Chciałem tworzyć te wpisy przez pryzmat taktyk, które stosuję, aby każdy z elementów grał jak najbardziej na moją korzyść, z uwzględnieniem ograniczeń – tych oczywistych i tych mniej.

Z wiekiem średnim przychodzi duża refleksja i, przynajmniej u mnie, konstatacja, że mniej naprawdę czasami zwraca więcej. Ta inwestycja w siebie powinna opierać się na wartościach i przemyśleniach wynikających z moich potrzeb, a nie z imaginacji i mody z Instagrama (przy okazji polecam ćwiczenie: moje dwa lata poza social mediami to zupełnie inna perspektywa na wiele spraw).

Reasumując, nawet dobór imprezy marzeń powinien odbywać się na tych zasadach. O ile siła i fantazja, która towarzyszy młodszym zawodnikom, potrafi wiele dźwignąć (logistyka na wyjazdach to jest kolejna dyscyplina, którą musisz trenować), tak w dojrzalszym podejściu, gdzie zasoby gwałtownie się kurczą (niektóre rzecz jasna, jak czas i siła), trzeba je kumulować w odpowiednich miejscach i na odpowiednich zasadach. Epickie wyjazdy na „sztos” imprezy typu UTMB zawsze będą nakręcać, ale nie mogą stać się blokerem do realizacji marzeń. Tak, tutaj nie znajdziesz narracji, że anything is possible, bo nie jest. Choć wierzyłem w ten slogan przez lata, to w którymś momencie przestał dla mnie pracować, a zaczął mi szkodzić.

Pójdziemy raczej w rozsądek, szukanie synergii i logiki w decyzjach wokół tego, jak ta aktywność – i mam nadzieję, że nie tylko w formie treningów, ale też startów – powinna wyglądać, aby dokładać się do zdrowia i ogólnej homeostazy. Start powinien być obciążający tylko w zakresie wysiłku. Logistyka, finanse, miejsce, ludzie i samopoczucie z tym związane mają być wspierające.

Sam sobie potrzebuję to często powtarzać. Choć już coraz mniej tkwię w komercyjnej i marketingowej pułapce (w ultra też znajdziesz punkty, żetony, kwalifikacje... UTMB to to samo chińskie korpo co IM, może Cię to zmielić na całe życie), to gdzieś sobie muszę powtarzać, że są alternatywy w mojej ocenie bardziej wartościowe. Ta wartość nie opiera się na pieniądzach, ale na tym, co w tym wszystkim uciekło na długo – nie wiem gdzie – w mojej głowie. Chodzi o czerpanie radości w okolicznościach sprzyjających konsumowaniu swoich wysiłków na treningach, aby być lepszym i zdrowszym każdego dnia (choć bycie lepszym każdego dnia też nie jest prawdą...).

​Konkluzja, którą chciałem dodać na koniec – bo trochę się zgubiłem w tym, co właściwie chciałem przekazać – jest taka: pilnujmy (ja będę) autentyczności swoich marzeń i celów. Oczywiście świat, inni ludzie oraz ich osiągnięcia są bardzo inspirujące. Odległe miejsca, trudności, własne słabości – wszystko to są składowe, które w tym całym schemacie doboru mają znaczenie, ale... Podobno wszystko, co napisane przed „ale”, ma średnie znaczenie wobec tego, co po nim. Najważniejsze są nasze wartości, nasze potrzeby, nasze marzenia i ograniczenia. To stąd powinna brać się rama dla definicji celów i dalszej drogi do ich osiągania.